Wakacje trenera personalnego. Jak wyglądają?

Sebastian Fit Tips, Fit on the go, Lifestory Leave a Comment

Co robi trener personalny na wakacjach?

Dobre pytanie, prawda? Odpowiedź natomiast wydaje się niemal oczywista. Ćwiczy, ciśnie, pręży mięśnie i zbiera należne mu hołdy i wyrazy uwielbienia. Piękne, prawda? Tak. Choć nie do końca prawdziwe. 🙂  Przyjrzyjmy się więc zagadnieniu z bliska..

To, co za chwilę przeczytacie, będzie oczywiście opisane wyłącznie na moim (oraz Emilki) przykładzie. Absolutnie NIE MUSI odnosić się do innych trenerów / instruktorów / maniaków aktywności (choć pewnie może ;-)).
Na początek słowo wyjaśnienia.  Trenerzy personalni (przynajmniej te jednostki, które zarabiają na chleb trenując swoich podopiecznych) wbrew obiegowej opinii nie spędzają ¾ roku na wakacjach. Nie jest (niestety!) tak, że co 2 tygodnie wędrujemy palcem po mapie, a następnie przepakowujemy tylko walizki i śmigamy na nowy koniec świata (chlip chlip). Jak pewnie przeczytaliście w jednym z poprzednich artykułów, praca trenera to całkiem absorbujące zajęcie i wakacje są wyjątkiem, a nie regułą. Oczywiście dobre planowanie i dostosowanie swojego kalendarza do wakacyjnych wojaży Klientów daje możliwość wyjazdów, jednak o pełnej swobodzie raczej nie ma tutaj mowy.

Kalendarze w dłoń!

Kiedy już jednak zgramy tak popularne w dzisiejszych czasach „timingi”, otwiera się kwestia niezmiernej wagi. Gdzie i na jakie wakacje się wybrać?

Musicie wiedzieć, że zgrywanie terminarzy zazwyczaj następuje w ostatniej chwili (szczególnie, jeśli pracujemy z większą ilością podopiecznych), więc albo mamy już w głowie od dawna ułożony plan wyjazdu i po prostu go realizujemy, kiedy pojawi się taka terminowa możliwość, albo mamy do czynienia z radosnych chaosem. 🙂 Pierwsza opcja jest niezmiernie wygodna (bo nie pędzimy szaleńczo za własnym ogonem). Niemniej wymaga nierzadko miesięcy przygotowań. Dlaczego? Ponieważ skoro już mamy jakąś destynację marzeń, to jest to zazwyczaj tzw. „hardkor” – w naszym przypadku najczęściej najbardziej odjechane miejscówki w Azji 😉

W drugim przypadku to, co się dzieje w zakresie przygotowań, pakowania, znajdowania celu wyprawy, etc. Można chyba najprościej opisać jako „dzień świra”. A dodatkowo jest to o tyle trafne określenie, że w 9 przypadkach na 10 większość spraw załatwiamy właśnie w 24 godziny. 😉 Żeby być szczerym do końca – w naszym przypadku ta właśnie opcja przez niemal 10 lat zdarzyła się…jeden raz.

Aktywnie znaczy.. więcej!

Moja osobista teoria jest taka, że dzięki naszemu trybowi życia, dzięki ćwiczeniom i sporej świadomości własnego ciała (także w zakresie żywienia, etc.), mamy zdecydowanie więcej energii i chęci do aktywnego wypoczynku niż zdecydowana większość dzisiejszego (niestety!) mocno zasiedziałego społeczeństwa. Obserwujemy to każdego dnia. Na przykładzie naszych podopiecznych  – ciało aktywne, ćwiczące daje im o wiele większego „kopa” każdego dnia. Mogą i chcą robić więcej, a wieczory przed telewizorem to dla większości z nich zamierzchła przeszłość 😉

Nie mamy także oporów przed porzuceniem wygodnego sposobu na „turystyczne wakacje” – nie przeraża nas wędrówka z plecakiem, w którym mamy cały wakacyjny dobytek po bezdrożach obcego kraju w nieznanej nam części świata 😉 Przeciwnie – jest to dla nas niesamowitą frajdą! I to właśnie jest spora przewaga (moim zdaniem) osób aktywnych nad tymi, którzy wybierają pilota do TV zamiast spaceru z rodziną (POLECAM!)

I to właśnie jest prawdziwy obraz wakacji trenerów (przynajmniej w naszym przypadku). Mega aktywne wakacje, omijanie opcji typu „połóż się na plaży i leż”, szukanie zapomnianych lub całkowicie nieznanych turystycznie miejsc. Zamiast „prężenia klaty” i rozglądania się, czy wszyscy na plaży na nią patrzą, wybieramy sprane podkoszulki, plecak, tuk-tuka i kilkanaście kilometrów wędrówki każdego dnia (oczywiście uśredniając). Podczas naszego urlopu nie ma dla nas znaczenia, czy i jak patrzą na nas inni.  Za to zazwyczaj nie możemy usiedzieć w miejscu i cieszymy się każdą minutą poznawania obcej kultury i miejsc. Szczególnie, że mamy nawyk szukania poza utartymi turystycznymi szlakami i jak największego zbliżania się do „prawdziwego obrazu” danego kraju (poprzez interakcję z jego mieszkańcami – ale nie na zasadzie poznania sprzedawczyni w ekskluzywnym sklepie czy rozmowy z ulicznym sprzedawcą „markowych” skarpetek dla bogatych „zagraniczniaków”). W tym naprawdę przydają się mocne nogi, dobra kondycja i cały plecak pozytywnej energii 😉

Spacerem przez świat 🙂

Dzięki naszemu przygotowaniu fizycznemu odwiedzamy „per pedes” wiele miejsc, na które spora część europejczyków hołdująca zasadzie „all inclusive” nawet nie spojrzy. Nie da się tam łatwo dojechać samochodem albo wyprawa oznacza kilka dni poza „hotelowym resortem”.

Żeby było też jasne – pewnie wielu z Was ma takie wyprawy w swoim CV – i ogromny „szacun” za to – niestety z ostatnich obserwacji (a także badań) wynika, że znacząco rośnie ilość Polaków, którzy po wyjeździe na urlop 95% zaliczają na trasie plaża – bar. Smutne to, ale prawdziwe (i nie przekona mnie chór głosów, że przecież czasem też trzeba się zrelaksować, odciąć i po prostu „zresetować”). Jeśli skłaniacie się ku takiemu myśleniu – spróbujcie jeden raz – na próbę – wakacji aktywnych. Zamiast leżaka wybierzcie wygodne buty, zamiast jednego hotelu – apkę z możliwością rezerwacji „na bieżąco”. Zamiast codziennej restauracji hotelowej – lokalne „jadłodajnie” lub wręcz prywatne miejsca, gdzie w większości przypadków (przynajmniej w Azji) z radością poczęstują Was prawdziwą miejscową kuchnią. Satysfakcja i mega zastrzyk energii gwarantowane! 😉

Trening podczas urlopu?

Ktoś pewnie zapyta – a co z formą podczas wyjazdów? Ćwiczycie gdzieś? Otóż i tak i nie. 😉 Z jednej strony wyjazd ma być mega regeneracją dla naszego ciała. Z drugiej to, że bez przerwy wędrujemy, na własnych plecach nosimy wszystkie nasze rzeczy to ciągłe i nieustające ćwiczenie. 😉  Ale działa to na zasadzie dynama – cały czas, nawet jeśli kilometry idą w dziesiątki – czujemy jak ładują się nam baterie. I uwierzcie, wracamy w mega pozytywnym nastroju. Pełni chęci do życia i z głowami nabitymi tysiącami nowych pomysłów. I dzięki temu wakacje nie są dla nas odskocznią od mega męczącej rzeczywistości. Są doskonałym uzupełnieniem uwielbianej przez nas codzienności,
z tą jakże pożądaną szczyptą egzotycznej „inności” 😉

I tego właśnie życzymy Wam każdego (aktywnego) dnia! 😉

Dodaj komentarz poprzez Facebooka!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *