„Niezbędne” narzędzia ćwiczącego! Czas na zakupy?

Sebastian Fit Tips, Trening, Pozostałe Leave a Comment

NADCHODZI TAKA CHWILA W ŻYCIU KAŻDEGO Z NAS…

Mieliście taki moment w życiu, kiedy kładąc się wieczorem spać (najczęściej po znaczącym opróżnieniu lodówki), pojawiało się w Waszej głowie postanowienie „od jutra zmieniam moje życie!”? A może było to późne popołudnie lub poranek jakiegoś pięknego dnia, kiedy stawaliście przed lustrem, prężyliście swoje ciało, a efekt zamiast legendarnym, okazywał się… dyplomatycznie mówiąc nie tak spektakularnym?

Ile razy rozważaliście wszystkie „za” ruszeniem się z kanapy i wejściem na ścieżkę ćwiczeń, zajęć fitness / siłowni? A oczyma wyobraźni widzieliście już swoje doskonałe, wyrzeźbione ciało – obiekt westchnień 100% przedstawicielek / przedstawicieli płci przeciwnej i co najmniej 50% swojej własnej? Niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nigdy takiej chwili nie doświadczył 🙂

Tuż po niej następuje kluczowy moment – czyli krok od decyzji do realizacji. W 99,99% przypadków wygląda to tak, że decyzja została podjęta, realizacja odłożona na bliżej nieokreśloną przyszłość. 😉 Oczywiście – to nie nasza wina! Nagle pojawia się milion powodów wagi państwowej, które uniemożliwiają nam „przejście na jasną stronę mocy”.  Szef dorzucił nam dodatkową prezentację, jedno z dzieci ma katar, mąż (lub żona) właśnie przyniósł z pracy cudownie wyglądającego i pachnącego pączka… Bez względu na charakter naszego powodu – absolutnie i oczywiście przekreśla on natychmiastowe wcielenie w życie naszych niedawnych postanowień 🙂

NIEKTÓRZY JĄ WYKORZYSTUJĄ, ALE…

Pozostaje jednak wciąż grupa 0,01%, która nie poddała się przeciwnościom losu i jednak zdecydowała się na wprowadzenie w życie szczytnych zamierzeń. Czy powinniśmy już klaskać, wiwatować, otwierać szampana dla tych wspaniałych i zmotywowanych? Naturalnie! No, w każdym razie prawie dla wszystkich z nich… Dla większości… Dla części…

Dlaczego? Co jeszcze może czyhać na nich na drodze do doskonałego ciała i wspaniałego samopoczucia (te dwa elementy naprawdę bardzo często występują razem)?

Pomijając te 85% sytuacji, kiedy motywacja wypala się po 2-3 dniach lub dwóch wizytach w najbliższym klubie / siłowni? Odliczając od tego przypadki, kiedy okazuje się, że jednak nasze ciało wymaga „reperacji” (stawy, mięśnie, kostki, etc.) i nie możemy ćwiczyć tak, jakbyśmy chcieli? Jakże częste nietrafione konsultacje, źle dobrane pierwsze treningi? Niewłaściwe porady dla „nowych”, które bardzo skutecznie zniechęcają sporą grupę „świeżaków”? Do tego tysiąc innych, podobnie eliminujących nas z grona „chcących i mogących”? W sumie poza tym to już naprawdę niewiele…

NAJCZĘSTSZA PUŁAPKA XXI WIEKU – „PROBLEM PIERWSZEGO ŚWIATA”

Przyjrzyjmy się jednak tej grupie wybrańców, o woli twardszej niż stal, o celach określonych i prowadzących ich przez meandry początkowych problemów gładko jak najlepsi dowódcy swoje doskonale wyćwiczone oddziały 😉
Głowa zdecydowana, ciało pozwala na działanie – działamy więc! A skoro już te najtrudniejsze dwa kroki za nami – możemy się odpowiednio przygotować! Ta myśl wpada do głowy „zaledwie” 80% grupki, która dotrwała z nami do tego momentu. A prawie 100% tej jej części, która wkręciła się w XXI wiek. Wiek dostatku, luksusów i całkowicie nam niepotrzebnych dóbr materialnych.

O co chodzi? O bardzo prostą sprawę – jeśli już raz byliśmy na zajęciach, odwiedziliśmy najlepszą / najmodniejszą siłownię, dok crossfit`owy czy fitness w okolicy, wydaje nam się, że łyknęliśmy bakcyla, to bardzo często zamiast usiąść i przeorganizować swoje „zwykłe” codzienne życie na wersję „active / sport”, siadamy…przed komputerem i szukamy miliona „niezbędnych” nam gadżetów, które jeszcze szybciej zrobią z nas fit-monstera 😉

Na tapetę wchodzą (kolejność i przynależność do płci losowa): legginsy z najmodniejszym wzorem, spodenki i koszulka koniecznie z najlepszej tkaniny (najlepiej „oddychającej” za nas), buty treningowe (albo jeszcze lepiej w ogóle dedykowane bardzo wąskiej grupie treningów / zajęć), bidony / pojemniki na napoje, shakery, mierniki tętna, pulsometry, opaski przeciwpotne, skarpetki poprawiające krążenie przy wysokim wysiłku, itp., itd. – lista jest naprawdę baaaaardzo długa 😉

Ktoś zapyta – no i w czym problem?

Otóż absolutnie w niczym! Może poza tym, że na początku naszej drogi absolutnie nie wiemy, co może nam się przydać i najczęściej ślepo podążamy za modą danej chwili! Efekt jest taki, że przez pierwsze 2 tygodnie chodzimy na treningi obwieszeni przyrządami i w najlepszych fit-strojach – i zachwycamy się nimi, zamiast koncentrować się na kwestiach najistotniejszych dla nas (dobrze ułożony trening, technika, etc.).
No i cóż z tego? Co Cię to boli? – jak nadal (choć nie najlepiej gramatycznie) zapyta niedowiarek. Tylko tyle, że widziałem już setki przypadków, kiedy mijająca fascynacja gadżetami przenosiła się także na mijającą fascynację treningiem i zdrowym trybem życia. A to już jest absolutnie niedopuszczalne! Żeby posłużyć się prostą analogią – kiedy kupujemy nowy TV, pierwsze chwile to szał nowych opcji, ustawień, etc. Ale już chwilę później okazuje się, że większość programów nas nie zajmuje na tyle, żeby zostać przy nich dłużej. No i mamy tysiąc innych spraw każdego dnia. Kończymy więc albo z wyłączonym odbiornikiem, albo tylko wpatrując się w niego bez zainteresowania leżąc na kanapie…

TRZEBA POMÓC SWOJEJ MOTYWACJI!

Żeby było jasne – ja sam mam takich fit-zabawek całe mnóstwo (i to nie tylko z racji wykonywanego zawodu). Jednak większość z nich kupiłem już, kiedy nauczyłem się swojego ciała, kiedy sprawdziłem szereg rozwiązań treningowych, kiedy w pełni rozumiałem już, czego mi brakuje, gdzie nie mam danych do poprawienia wyników, kiedy zebrałem wiele opinii użytkowników, etc.

I to właśnie jest moment, kiedy powinniśmy zwrócić się do fit-marketingowego świata, kiedy ugruntuje się już w nas pasja zdrowego trybu życia (bez względu na wybraną przez nas aktywność), kiedy fit-gadżetów będziemy naprawdę potrzebować jako fit-narzędzi, a nie jako fit-zabawek 🙂
Tylko wtedy staną się one dodatkową motywacją, popchną nas na kolejny poziom, wkręcą jeszcze bardziej w nasz nowy, lepszy świat! Nie będą „do pochwalenia się”, ale do użycia wyłącznie dla nas samych. Bo przecież taki właśnie jest ich cel, prawda? 🙂

Na koniec coś, co usłyszałem od mojego pierwszego „trenera” (wtedy tak się ich nawet nie nazywało – zazwyczaj po prostu byli opiekunowie sal ze sprzętem), a co świetnie podsumowuje temat . „Pamiętaj zawsze, że to Ty ćwiczysz, że to Ty zmieniasz swoje życie. To Twoje mięśnie pracują, to Twój tłuszcz się spala. I tylko od Ciebie zależy, jak daleko dotrzesz. A miarą będzie zawsze nie modny strój i super buty – ale ilość wykonanych powtórzeń i Twój wylany na treningu pot. Nawet jeśli będziesz ćwiczył i pocił się w zwykłym podkoszulku i najzwyklejszych trampkach” 🙂

Dodaj komentarz poprzez Facebooka!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *