Prawie babskie wakacje, czyli kierunek Chorwacja!

Emi Fit on the go, Lifestory Leave a Comment

Wielkie marzenia małej Emi 🙂

Podróż do Chorwacji uważam za jedną z lepszych podróży mojego życia. Pamiętam do tej pory jak jako jeszcze dziecko (tak, powiedzmy sobie szczerze, końcówka podstawówki to nawet  nie do końca młodzież) zafascynowana oglądałam jedną z Eurowizji. To były czasy. Kasety video, magnetowid i nagrywanie. I ja to nagrałam. Zafascynowana oglądałam te piękne widoki i marzyłam, że kiedyś tam pojadę.

Chorwacja wydawała mi się co najmniej pół świata drogi stąd. Nie to, że miałam braki w edukacji, czy byłam totalnym ignorantem. Wiedziałam, gdzie leży. Z tym, że ja nigdy wcześniej nie byłam tak daleko.

 

W naszym domu się nie przelewało. Owszem trochę podróżowałam. Były to w większości wycieczki szkolne i dzięki mojej ukochanej Wychowawczyni z podstawówki zwiedziłam naprawdę spory kawał Polski. Ale wyjechać za granicę? Nie mieliśmy na to pieniędzy.

Pakuj mała walizki swoje, wyjeżdżamy!

Wiem, że dzisiaj brzmi to niewiarygodnie. Ale Chorwacja w wieku 20-stu paru lat była dla mnie pierwszym wypadem zagranicę. Do tej pory jestem wdzięczna moim Dziewczynom, bo absolutnie nigdy  nie zdecydowałabym się bez nich na tę szaloną (prawie babską 🙂 ) wyprawę..

Myślę, że śmiało mogę zaryzykować stwierdzenie, że kierunek Chorwacja dopiero zaczynał rozwijać i uatrakcyjniać się w oczach Polaków. Podczas naszej podróży nie spotkaliśmy  polskich tłumów opanowujących Chorwację z każdej strony, ale muszę przyznać, że już był to dość popularny kierunek turystyczny.

Wyjechałyśmy w szczególnym okresie mojego życia: rozstania z byłym chłopakiem, zbliżającą się przeprowadzką do mojej przyjaciółki, morderczą pracą w korpo i totalnym zmęczeniem. A przede wszystkim silną potrzebą zmiany codzienności.  Jestem wdzięczna moim Przyjaciółkom, że mnie namówiły na tę podróż.

Co ta miłość robi z człowiekiem! 🙂

Od początku wiedziałyśmy, że ma to być babski wypad. (Potem Aga się wyłamała – poznała faceta 2 miesiące przed naszą podróżą, zakochała się bez pamięci i zaciągnęła go z nami na wypad 🙂 , ale w sumie był On jak nasza koleżanka 🙂 ). Szukałyśmy fajnej miejscówki na lądzie (przez moją absolutnie silną i nie do ogarnięcia chorobę morską, która rejsów by nie zniosła). Traf chciał, że wybrałyśmy Vodice. Kumpel z pracy bardzo rekomendował. Do imprezowania, chlania i zmiany knajp co chwila – idealne. Idealne też dla rodzin z dziećmi. Ale żeby w spokoju uprawiać plażing, smażing i jeszcze inne –ing? Zapomnij! Tłumy i brak jakiegokolwiek miejsca na wciśnięcie choćby ręcznika.

Dlatego dość szybko odkryłyśmy oddaloną o kilka kilometrów, praktycznie dziką, kamienistą plażę w Srimie. Tak, większość plaż Chorwacji jest kamienista. Dobra mata (zabrałam matę do jogi) i buty do wody zdadzą egzamin. Był to zdecydowanie najlepszy wybór jeśli chodzi o rzeczy, które ze sobą zabrałam.

Dobrze rozpocząć podróż!

Do Chorwacji pojechałyśmy samochodem. Od początku wiedziałyśmy, że to będzie trip dwutygodniowy i, że chcemy mieć totalny luz, jeśli chodzi o przemieszczanie się. Chciałyśmy być wolne, bez ograniczeń. Chciałyśmy też zwiedzić Wiedeń i Budapeszt po drodze. Mimo wymieniania się „za kółkiem” ta podróż miała być dość komfortowa. A my miałyśmy trochę pozwiedzać. I to był strzał w dziesiątkę. Uniknęłyśmy tzw. „padnięcia na twarz” po długiej, wielogodzinnej podróży bez przerw. Do tej pory się dziwię, mimo, że mam już niejeden przykład ekipy, która jedzie ciągiem, bez przerw. Godzina w godzinę. Kilometr za kilometrem. Bez przystanków. Zastanawiam się po co tak ryzykować?

Dzięki zarezerwowanym wcześniej noclegom udało nam się złamać kilka przepisów drogowych w Budapeszcie szukając hotelu, jadąc bez GPSa, tylko z mapą drogową, tuż tuż za naszym nowym kolegą. Spędzić cudowny babski wieczór czilując bez przerwy. Zabłądzić w Wiedniu szukając drogi na Chorwację i zedrzeć sobie gardło śpiewając hity Rihanny, Backstreet Boys, i Brodki… Trudno  przyznać się do tego publicznie. No i rzeczywiście dość dziwne połączenie gustów muzycznych 😉

Kulinarne szaleństwa!

Do Vodic przyjechałyśmy pełne entuzjazmu, uśmiechnięte z ogromnymi chęciami na więcej. Przez internet zarezerwowałyśmy wcześniej dom. Miałyśmy wszelkie wyposażenie i zdecydowałyśmy gotować codziennie, co nawiasem mówiąc było naprawdę dość kiepskim pomysłem. Każdy miał swój udział w pracach kuchennych. Nie to, że miałyśmy z tym problem, jednak po przeliczeniu na koniec wszystkiego okazało się, że taniej by nam wyszło jadać na mieście. Może dlatego, że jadałyśmy dość zdrowo i wymyślnie. Na pewno udałoby się nam oszczędzić kasę i czas. Tego ostatniego akurat nam nie brakowało. Po odkryciu tłumów plażujących w Vodice, zdecydowałyśmy się na znalezienie bardziej spokojnej miejscówki. Srima okazała się idealna. Nikogo na plaży. Często bywałyśmy jedną z 2-3 ekip, które tam plażowały. Boskie doświadczenie! Cisza, spokój. Duuużo miejsca na plaży i dobre zejście do morza.

Całkowity relaks. Smażing, plażing i zwiedzanie do upadłego 🙂

Wiecie co to oznaczało? Godziny opalania się na słońcu, radosnej paplaniny o miłości, przyjaźni, pracy, życiu. Litry dobrych drinków i zabawy do rana. Zdecydowałyśmy się też na wycieczki po Chorwacji i wspólne zwiedzanie. Dzięki temu dotarłyśmy do Dubrownika, w którym od razu się zakochałam po uszy. Nie zliczę ile razy podczas tych wakacji wykrzyczałam słowa: czad, łał, meeega itd. Dziewczyny do tej pory wspominają nasz wyjazd i moje ciągłe jaranie się widokami.

W ogóle to kocham przyrodę. Jak podróżuję mniej mnie interesują architektura, zabytki. Ale wszystkie parki krajobrazowe, pomniki przyrody, cudowne widoki, zapach morza, oceanu czy wiatr we włosach. Dla tych chwil mogę żyć. Niesamowicie reaguję na naturę. Tak właśnie odpoczywam.

Miłość od pierwszego wejrzenia!

Wiem jednak, że Chorwacja robi wrażenie prawie na każdym. Te piękne połączenie wszystkich najlepszych rzeczy, które dała nam natura. Od skalistych wybrzeży, pięknych wysp, po wapienne góry, najpiękniejsze miasta i parki narodowe. Niesamowite jest to, że ta różnorodność tworzy doskonałą całość.

I powiem Wam jedno: podsumowując moje podróże, nigdy, ale to nigdy nie widziałam dotąd tak dużej ilości pięknych zakątków w jednym kraju. Jestem absolutnie i totalnie zakochana w Chorwacji. Przyznam jednak, że ilość turystów mnie odstrasza i żeby tam wrócić ponownie – czekam na jakiś przyjemniejszy i mniej ludny termin. Zdecydowanie nie lubię odpoczywać w tłumie. Wolę smakować te widoki w ciszy i spokoju, niż stawać w kolejce do fotki jakiegoś cudownego miejsca.

Moje top 5.

Zwiedziliśmy naprawdę sporo podczas tych dwóch tygodni. W szczególności południową część Chorwacji.

Sama nie wiem, które z tych miejsc pokochałam bardziej.

  • Park Narodowy KRKA. Spacer po drewnianych kładkach wśród małych wodospadów, czystość wody i ta zieleń, odgłosy ptaków. To miejsce jest więcej niż wyjątkowe. Co prawda trochę tu wilgotno, ale mi pasuje ten klimat.
  • Dobrownik. Nazywany perłą Adriatyku. Na Starówce można poczuć się jakbyśmy się przenieśli do innego świata. Minusem są straszne tłumy. Rekompensują nam to jednak widoki i urokliwe knajpki schowane w wąskich uliczkach. Brukowane chodniki są strasznie śliskie od tysięcy kroków przemierzających dziennie turystów.
  • Trogir. Miłośnicy architektury będą się czuli tu jak w niebie. Centrum miasta figuruje na światowej liście UNESCO, a sama starówka powala z nóg.
  • Jeziora Plitwickie. Mieliśmy pecha bo podczas podróży pogoda zmieniła się diametralnie a my nie byliśmy na to przygotowani. Jeziora kaskadowe były na wielu poziomach, połączone siecią większych i mniejszych wodospadów dają piękny efekt. Przyznam jednak, że przemoknięci do suchej nitki, zmarznięci, nie byliśmy w stanie wtedy zachwycać się pięknymi okolicznościami przyrody. Chciałabym tam wrócić i móc poczuć naprawdę to piękno.
  • Split. Kolejny raz architektura. Tutaj znajdziecie między innymi pałac rzymskiego cesarza Dioklecjana wpisany na listę UNESCO. Jest pięknie.

Kilka rad od Emi 🙂

Jeśli pierwszy raz planujesz podróż do tego pięknego kraju mam dla Ciebie parę rad. Zabierz ze sobą:

  •  Karimaty czy maty. Dzięki nim na kamienistej plaży nie będzie Cię kamyk uwierać w plecy czy pośladek. Najlepszy gadżet jaki mogłam ze sobą zabrać 😛
  • Buty do wody. Konieczne przez wszędobylskie jeżowce i ostre kamyczki. Uratowały moje stopy przed zranieniem.
  • Parasol plażowy. Trzeba przyznać, że nasza Magda pomyślała o wszystkim. I szczerze jej zazdrościłam tego parasola, gdy kolejna godzina niesamowitego upału dawała się we znaki.
  • Okulary przeciwsłoneczne, kapelusz czy czapka. O filtrach nie wspominając. Słońce jest niemiłosierne.
  • Balsamy nawilżające, odżywki i maski. Słona woda strasznie podrażniała mi skórę. Bez tego byłoby naprawdę ciężko.

A reszta to już typowe wyposażenie plażowicza. Co, kto lubi.

Wielki powrót nadciąga?

Pisząc to nabrałam pewności, że muszę zaplanować powrót. Tym razem postawię zdecydowanie na sezon mniej turystyczny.

Ciekawa jestem czy Ktoś z Was był lub wybiera się do Chorwacji i może polecić jakieś szczególnie piękne miejsca?  Północna część jest zupełnie przeze mnie nieodkryta. Ciekawa jestem czy od mojej wizyty w tym kraju, Chorwacja mocno się zmieniła. No i jakie są Wasze odczucia?

 

 

 

Dodaj komentarz poprzez Facebooka!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *