Jedziemy w góry! Co warto przygotować?

Sebastian Fit Tips, Fit on the go, Lifestory 8 Comments

Przygotowania czas zacząć…

Nadchodzi w końcu ten upragniony czas – długi weekend, wakacje, święta… Mniej istotna sama okazja – ważne, że znowu wyruszamy w góry! Koła połykają kilometry w zawrotnym tempie (no chyba, że lecimy samolotem ;-)), my coraz bardziej podekscytowani śledzimy zmieniający się krajobraz – bajka! A kiedy w końcu zamiast płaskiego horyzontu mamy przed oczami pofałdowane pasma coraz wyższych gór, jest po prostu pięknie!

Oczywiście, w zależności od destynacji, ten opis może się nieznacznie różnić – ale najważniejsze jest to niesamowite uczucie, kiedy jesteśmy już w górach! Z jednej strony podziw dla monumentalnych szczytów, z drugiej ten radosny dreszczyk emocji zapowiadający wielokilometrowe trasy i zapierające dech w piersiach widoki! No bo przecież chcemy już, natychmiast tam być! Czuć pod stopami kamienisty grunt, badać wzrokiem przestrzeń przed postawieniem kolejnego kroku, pocić się pod plecakiem pełnym niezbędnych w górach rzeczy…STOP!

Właściwe przygotowanie to podstawa!

No właśnie. Myślami często jesteśmy już na niedostępnych szlakach – pomimo, że dopiero weszliśmy do górskiego pokoju. Zanim urzeczywistnimy nasze marzenia, przygotujmy się do wyprawy – nawet jeśli wychodzimy w góry tylko na chwilę, tylko na moment!

Zanim opowiem, jak to wygląda w przypadku Emilki i mnie, napiszę coś, co jest oczywiste dla weteranów gór – i choć takie oczywiste, wciąż bywa zapominane…

BEZ WZGLĘDU NA TWOJE DOŚWIADCZENIE, POŚWIĘĆ CZAS
NA WŁAŚCIWE PRZYGOTOWANIE SIĘ DO WYPRAWY!

 Ta prosta prawda nie raz może uratować Ci zdrowie, a może nawet życie. Nigdy nie zapominajmy, że wyjście w góry to nie jest wycieczka po parku. Tutaj nie da się w połowie drogi stwierdzić – dalej nie idę, wołam taksówkę 🙂 To z jednej strony najpiękniejsze trasy i widoki, ale z drugiej – niebezpieczne i zdradliwe pułapki, które mogą na nas czekać kilkaset metrów lub kilka tysięcy metrów na poziomem morza.

Zacznij od planowania!

Kiedy już ochłonęliśmy z pierwszego wrażenia gór, kiedy płuca do woli napełniliśmy rześkim i czystym górskim powietrzem, weźmy się za planowanie naszych wypraw na szlak.

Po pierwsze – koniecznie zaopatrzcie się w możliwie dokładną mapę okolicy, którą będziecie eksplorować. I kompas. Nieważne, ile raz już tam byliście, nieważne, jak dobrze znacie drogi w tej części gór. Nawet kiedy po raz n-ty odwiedzacie – wydawałoby się – znane górskie dróżki, może okazać się, że kiedy z jakiegoś powodu zabawicie dłużej i zrobi się późno, albo natkniecie się na burzę, Wasza znajomość terenu nie zda się na nic.

Wędrowaliśmy kiedyś po Tatrach Zachodnich, na całkiem nieźle oznaczonych szlakach i ni stąd, ni zowąd dopadła nas burza. To faktycznie była chwila – czyste niebo, a po 5 minutach ciemno, grzmi i pada! I wiecie co? Nagle okazało się, że tak dobrze znane nam znaki orientacyjne na nic się nie przydadzą, kiedy pędem uciekaliśmy  przed bijącymi wkoło piorunami! Po 20 minutach uświadomiliśmy sobie, że jesteśmy w zupełnie nieznanej nam okolicy! I uwierzcie – kiedy nie można wrócić na stary szlak (pioruny!), mapa i kompas naprawdę mogą ogromnie pomóc!

W co to wszystko zapakować?

Oczywiście w odpowiedni plecak. Jak widzicie z poprzedniego opisu, góry mają dwie twarze, które mogą zmienić się w kilka minut. Z pięknych i słonecznych w burzowe i naprawdę straszne! Co więcej, idąc za starym, ale jakże aktualnym truizmem – góry są nieprzewidywalne! Nie ma czegoś takiego, jak pewność pogody, czasu przejścia szlaku czy warunków na wysokości! Dlatego musimy się jak najlepiej sprzętowo przygotować. Mówimy teraz o wyjściu na poziom dostępny każdemu – jeszcze bez zabezpieczeń, czekanów, kasków, etc. Co nie znaczy, że jest to poziom, gdzie wystarczy nam kijek, uśmiech i zapał 🙂

Zacznijmy od podstaw – czyli od dobrego plecaka. Ile potrzebujecie litrów? To już mocno indywidualna sprawa (nie każdy lubi taszczyć wielki plecak) – dla mnie rozsądnym wyborem jest opcja 35l. To wystarczająco dużo miejsca, żeby wszystko pomieścić, a jednocześnie bez problemu dostaniemy już tej wielkości plecak z usztywnieniem pleców.

A czy to ważne? Po 8 godzinach wędrówki będziecie wniebowzięci, że takie usztywnienie istnieje 🙂 Co jeszcze ważne? Plecak powinien być wodoodporny (najlepiej z dodatkowym chowanym pokrowcem deszczowym), ważne są także wygodne, szerokie szelki oraz jak największa ilość schowków i kieszeni. To naprawdę przydaje się, kiedy sięgacie np. po okulary przeciwsłoneczne – bez przewracania całej zawartości plecaka do góry nogami! Czy firma / producent jest ważna? Dla mnie osobiście nie – ważna jest jakość plecaka i jego funkcjonalność (choć najczęściej idzie to w parze). Niemniej nie jestem maniakiem wydawania góry monet na najmniejszy element wyposażenia – da się kupić bardzo dobry plecak w naprawdę rozsądnych pieniądzach!

Czas na pakowanie!

Kiedy mamy już co założyć na plecy, zastanówmy się, co w naszym plecaku znaleźć się powinno. Od razu zaznaczę – podam tylko najpotrzebniejsze moim zdaniem rzeczy. Na pewno Wy będziecie mieć jeszcze kilka własnych dodatków, które będą dla Was kluczowe 🙂 Zanim przejdziemy do szczegółów – warto zaopatrzyć się (chylę głowę przed Emilką) w zestaw małych buteleczek / pojemniczków. Po co? A po co nosić ze sobą 500g kremu przeciwsłonecznego, skoo można 100g, które w zupełności wystarczy? 🙂 To naprawdę super rozwiązanie!

Dobra – zaczynamy pakowanie. Kompletujemy mini-apteczki. Bandaż elastyczny, woda utleniona, plastry wszelkiego rozmiaru (najlepiej z opatrunkiem). Skręcenia, otarcia – to rzecz codzienna w wyższych partiach gór – i naprawdę warto się na to przygotować. Dalej – płaszcz przeciwdeszczowy / kurtka przeciwdeszczowa. Po co, skoro mamy 30 stopni i pełne słońce? Ano po to, żebyśmy potem nie drżeli mokrzy pod byle liściem, targani zimnym wiatrem, kiedy pogoda gwałtownie wywinie fikołka 🙂

Bądź przygotowany na wszystko!

Z naszych doświadczeń najlepiej sprawdzają się zwykłe, plastikowe płaszcze przeciwdeszczowe – są łatwe do schowania, małe i spełniają swoją rolę 🙂 Oczywiście możemy dyskutować, czy nie lepiej oddychająca kurtka, etc. – jeśli chcecie, naturalnie. Natomiast czasem najprostsze rozwiązania są naprawdę skuteczne (i jeszcze plecak nam zakryją) 🙂 Z rzeczy ubraniowych – warto zabrać ze sobą polar – nawet jeśli jest środek lata. Niezbadane są pogodowe ścieżki w górach 🙂 Kolejna rzecz – wszelkie kremy (w małych opakowaniach) – od tych do opalania po te do dezynfekcji rąk. Czy się przydają?  Są wręcz niezbędne (uwierzcie komuś, kto kiedyś wystartował w wysokie góry w koszulce na ramiączkach, a potem w nocy w schronisku ogarniał razem z Emilką kefir, żeby nie wrzeszczeć z bólu) 🙂 Do tego upewnijcie się, że macie (już nie w plecaku, ale w pokoju) Pantenol albo inne, podobne cudownie działające poskramiacze poparzeń 🙂

A skoro o słońcu mowa – okulary przeciwsłoneczne!
Na wysokości nie ma z tym zabaw – promieniowanie UV to nie zawsze przyjemna rzecz :-/ Warto także spakować ze sobą scyzoryk – dobre ostrze nie raz pomoże nam w górach – czy to przy przekrawaniu kanapki, czy to przy wycinaniu kijka do podpierania lub przecinaniu zbuntowanej sznurówki 🙂 Razem ze scyzorykiem zapakujcie latarkę – może być czołówka. Nigdy nie wiadomo, czy nie znajdziemy jakiejś genialnej jaskini, którą trzeba zwiedzić 🙂

A co z prowiantem?

Ostatnia, ale równie istotna sprawa – żeby nie powiedzieć kluczowa – prowiant i picie. Górskie wyprawy mają to do siebie, że lubią się przeciągać – dlatego zamiast 4h wynikających z mapy, warto brać pod uwagę 6h albo nawet 8h. A każda godzina, to ogromny wysiłek dla naszego ciała i – co za tym idzie – zwiększony wydatek kaloryczny / energetyczny. Dlatego nie możemy zapomnieć o jego uzupełnianiu! Nieśmiertelne kanapki, twarde warzywa i owoce, banany, czekolady (lub inne wysokoenergetyczne specjały), puszki dobrych składowo konserw (ale nie o wadze opony od Stara) czy wreszcie nieśmiertelny pasztet – zabierajcie ze sobą na szlak, pamiętając o odpowiednim zapasie! Na czas wypraw górskich przestańcie martwić się o kalorie – spalicie wszystko 🙂

Oczywiście nowoczesne rozwiązania typu pasty wysokoproteinowe w tubkach, energożele, etc. – jak najbardziej również tak 🙂 Wszystko, co postawi Was na nogi, co zapewni Waszemu organizmowi odpowiednią dawkę paliwa, a jednocześnie nie zwali Was z nóg ciężarem (arbuzy raczej odpadają ;-)). W górach spalanie zawsze liczy się w tysiącach kalorii (najmarniej) – musimy więc pamiętać o ich uzupełnianiu.

Bez wody się nie obędzie…

Drugi kluczowy czynnik – woda. Bez wdawania się w dyskusję czy woda, czy izotonik, czy połączenie herbaty z mlekiem – nasz organizm musi być nawodniony. Najlepiej wodą wysokozmineralizowaną. A woda ucieka z nas w górach nawet szybciej niż przy „smażeniu się” na plaży! To ciągły proces pocenia się i odwadniania. My wyruszając w całodzienną trasę nigdy nie zabieramy mniej niż 5-6 litrów wody (a i tak, jeśli jest taka możliwość, wracając dokupujemy jeszcze). Bez jedzenia da się wytrzymać (choć jest ciężko) – bez wody – nie. To prosta prawda i trzeba o niej pamiętać.

 Oczywiście jedząc nie zapominamy, że wszelkie papierki, puszki i butelki zabieramy
ze sobą po opróżnieniu! Góry to nie śmietnik i musimy o nie dbać (a także, niestety, często przypominać o tym innym!)

W czym na szlak?

Teraz się zacznie… Na rynku mamy dziesiątki (jeśli nie setki) super-hiper-najlepszych-jedynych-wspaniałych marek odzieży górskiej. I pewnie każda z nich jest „zdecydowanie najlepsza” 🙂 A tak naprawdę dobra jest ta, którą sami sprawdziliście i „dała radę”. Miałem przygodę z butami za piramidę monet, które rozkleiły się na szlaku, miałem też (a właściwie nadal mam) polar znanej firmy, który okazał się „pancerny” i służy mi już lata. Nie ma tutaj złotej zasady, jeśli chodzi o markę – skupmy się więc na tym co i dlaczego, a nie z jakiej półki w sklepie.

Dla mnie najważniejsze jest, aby strój i buty, które zabieram w góry były wygodne i sprawdzone. Najchętniej ubieram się w długie legginsy (męskie :-)) i oddychający podkoszulek z długim rękawem. Do tego dorzucam chustę / bandankę na szyję, skarpety przeznaczone do marszu (z drobinkami srebra lub ze specjalnego materiału) i moje ukochane, będące ze mną od wielu sezonów buty górskie z wysoką cholewką. Na ręce nieodłącznie zegarek – z opcją wysokościomierza. Co daje mi taki zestaw? Po pierwsze pewność, że nie spalę skóry pierwszego dnia 🙂 Po drugie przewiewność i wygodę w marszu. Po trzecie – stabilizację i gwarancję zmniejszenia ryzyka skręcenia np. kostki podczas pokonywania skalistych etapów. Po czwarte – możliwość osłonięcia szyi lub głowy, kiedy słońce da się we znaki. I wreszcie po piąte – pewność, jak wysoko zawędrowałem 🙂

Kiedyś wychodziłem w góry w krótkich spodenkach i podkoszulku – jak to się skończyło
na jednym z wyjazdów, pisałem już powyżej 🙂 Słońce na wysokości 200 m n.p.m. +
to naprawdę nie zabawka – a krem przeciwsłoneczny całkiem szybko może spłynąć z potem…W kwestii pozostałych „ubraniowych dodatków” odsyłam do części o wyposażeniu plecaka 🙂

Zostało coś jeszcze?

Kolejny ważny punkt (choć już mocno opcjonalnie) – partnerka / partner kochająca góry tak jak Ty!
Ja mam to szczęście, że Emilka kocha góry tak samo jak ja – dzięki temu każda wspólna chwila w nich spędzona jest wyjątkowa! Nie ma marudzenia, jest wzajemna motywacja i radość z odkrywania nowych szlaków. Są wspólne analizy planów marszowych, są nowe pomysły na zwiedzanie miejsc, które drugiej stronie nie przyszły do głowy.
I – co najważniejsze – jest zawsze cudowne spojrzenie ukochanych oczu, kiedy uśmiechamy się do siebie na górskim szlaku 🙂

Zasmakuj gór!

Ten artykuł to oczywiście pewien wstęp do niesamowitej przygody zwanej górską wędrówką. Jeśli ktoś jeszcze nie próbował albo nie miał odwagi „wejść wyżej” – niech próbuje koniecznie! Do odważnych świat należy 🙂 Mam nadzieję, że spotkamy się gdzieś na pięknych górskich szlakach!

Opisana powyżej podstawa powinna dać Wam spory komfort w przemierzaniu górskich ścieżek i zdobywaniu przepięknych szczytów. Oczywiście pamiętamy, że powyższy opis to pory ciepłe, a góry „rozsądne” (niekoniecznie 8-tysięczniki 😉. Jeśli wybieracie się w góry np. Zimą, zestawienie będzie nieco inne – szczególnie, jeśli chodzi o strój – ale o podstawie zawsze warto pamiętać. W górach czekają Was wspaniałe przygody – a będę jeszcze lepsze, kiedy będziecie na nie odpowiednio przygotowani 🙂

Dodaj komentarz poprzez Facebooka!

Comments 8

    1. Post
      Author
  1. Pisaliście o posiadaniu mapy i kompasu, a zapomnieliście dodać, że wypadałoby również umieć tego używać. To akurat w dzisiejszych czasach nie jest takie oczywiste… Następna sprawa, której tu zabrakło to stara zasada o zostawianiu planu oraz kontaktu awaryjnego. Czy to w domu, czy w książce wyjść w schronisku.

    1. Post
      Author

      Na potrzeby artykułu spakowanie mapy i komapsu rówało się umiejętności użytkowania 🙂 Masz rację, zostwawienie kontaktu jest niezwykle ważne. Dziękujemy za Twoje uwagi!

    1. Post
      Author
  2. Lubimy jeździć w góry, całą rodzinką 🙂 spakować w plecak jeszcze rzeczy dwójki dzieciaków to jest nie lada wyzwanie 🙂 ale się Nam udaje 🙂 pozdrawiam 🙂

    1. Post
      Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *