Bycie fit

Bycie FIT – czy wszędzie wygląda tak samo?

Emi Fit on the go Leave a Comment

FIT na co dzień – Polska vs. Wietnam – takie krótkie porównanie.

Pomysł na te kilka słów zrodził się bardzo daleko, bo nad rzeką Mekong w Wietnamie (daleko, daleko od wielkiej cywilizacji – nawet jak na Wietnam). Zamknijmy na chwilę oczy i wyobraźmy sobie dwa obrazy.

Pierwszy, to nasze własne „podwórko” i „dbanie” o formę i kondycję naszych dzieci. Celowo przemilczę temat szkół i lekcji W-F – bo tutaj chyba wszystko zależy od nauczyciela – czy mu się „chce”, czy ma pasję i energię, którą może zachęcić dzieci i młodzież do aktywności fizycznej. Chodzi mi o wspólne działania dzieci-rodzice – takie, codzienne, zwyczajne i rutynowe. No właśnie… Większość z nas jest po pracy zabiegana, zmęczona, przytłoczona nawałem obowiązków – i to jest codzienność zdecydowanej większości Polaków (niestety). Kiedy wrócimy już do domu, zrobimy kolację, uporamy się z rachunkami, sprawunkami i lekcjami, które nierzadko robimy z dziećmi – mamy serdecznie dość. A jeszcze przecież dochodzą tysiące dodatkowych zajęć naszych pociech – od szkoły językowej po grę na najwymyślniejszych instrumentach. Nic więc dziwnego, że bardzo często, kiedy nasi milusińscy zajmą się sobą (nawet jeśli to bajka w TV czy buszowanie po „internetach”), jesteśmy…szczęśliwi, że mamy chwilę wytchnienia! Nie uogólniam, ale widzę, jak często właśnie tak to wszystko wygląda. A jaki jest tego efekt? I my i dzieci są mocno przeciążone – i my i one chcą więc odpocząć w każdej wolnej chwili – najchętniej „robiąc nic”. Kiedy ja byłem kajtkiem, to „nic” oznaczało bieganie za piłką na najbliższym boisku – dzisiaj (pewnie też z racji tego, że boisk ze świecą szukać) oznacza oczy wpatrzone w ekran komputera lub telefonu.

Co z tego wynika? Otóż coraz bardziej alarmujące tony reportaży o otyłości i braku sprawności naszych najmłodszych – co do których prawdziwości przekonuję się jako trener każdego dnia, ćwicząc z coraz młodszymi podopiecznymi, a dodatkowo z przerażeniem obserwując wygląd i nadwagę znakomitej większości młodych ludzi. Nie będę się tutaj rozwodził nad konsekwencjami takiego stanu rzeczy – bo każdy je doskonale rozumie (nawet, jeśli nie chce ich do siebie dopuścić) – chcę natomiast powiedzieć, że może być inaczej.

I tutaj pora na drugi obraz – tym razem z odległych zakątków Azji. Późny wieczór (dobrze po 21.00), słabo oświetlony plac z „mini parkiem” (czyli paroma alejkami i drzewami) tuż nad samym Mekongiem. W powietrzu czuć jeszcze gorąc mijającego dnia, ale oddycha się coraz lżej. Ja i Emilka na ławce, zajadający ananasa (mniam!). A tuż obok nas, pierwszego wieczora w tym miejscu, zbiera się grupka rodziców z dziećmi – rodzice ubrani bardzo różnie – od dostatnich strojów po takie całkiem zwyczajne, biedne – ale zawsze czyste i uprasowane(!). A dzieci? Przebierają się w proste białe kimona (takie jak widzimy na matach przy ćwiczeniach karate, etc.) – a za chwilę dołącza do nich chłopak w wieku może 26 lat. Okazuje się, że to trener.Bycie FIT - czy wszędzie wygląda tak samo?Następne 50 minut dzieciaki spędzają na naprawdę ciekawych i wcale nie lekkich ćwiczeniach sztuk walki – bardzo długiej rozgrzewce, treningu właściwym i niewiarygodnym rozciąganiu. A co dzieje się obok? Rodzice ćwiczą z drugim trenerem! Nie tak intensywnie, bez „ha-jaaa” i tym podobnych – bardziej w stylu tai-chi i legendarnych „kroków długiego życia” – ale ćwiczą, są uśmiechnięci i cieszą się każdą chwilą aktywności! Wędrując promenadą przez kilka kolejnych dni okazuje się, że takich grup jest co najmniej kilkanaście – i wszyscy 3-4 razy w tygodniu ćwiczą w ten sposób! Uwierzcie, pośród setek dzieci z tej małej mieścinie nie widać było dzieci otyłych – a swoją sprawnością wiele z nich zwyczajnie nas zawstydzało (nas, wieloletnich trenerów!). A kiedy poznaliśmy życie kilku z ćwiczących rodzin, okazało się, że praca po 14 godzin na dobę to w zasadzie niemal standard, codziennych kłopotów piętrzą się tam setki (i to takich naprawdę poważnych – nie na zasadzie „nie wiem w co się ubrać” ale „nie wiem, czy będziemy dzisiaj jeść”) – a mimo to wszyscy regularnie ćwiczą – dla siebie i dla swoich dzieci – jak mówili.
I dodawali, że jeśli się chce, czas zawsze się znajdzie.

Może warto wziąć z nich przykład? Będzie to tylko z ogromną korzyścią dla naszego przyszłego pokolenia, ale i dla nas samych – o wiele mniej chorób, o wiele więcej radości z życia! I wcale nie trzeba zostać od razu Brucem Lee – wystarczy zwykły dłuższy spacer…

Zapisz

Dodaj komentarz poprzez Facebooka!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *